Rynek na pl. Winnicznym i browar.

Dyskusje na temat najnowszej, powojennej historii Szczecinka.
User avatar
izywec
Posts: 716
Joined: 03 Apr 2007, 20:36
Location: 78-132 GRZYBOWO k/KOŁOBRZEGU

Rynek na pl. Winnicznym i browar.

Post by izywec »

A o targowisku i Placu Winnicznym oraz Browarze to już nikt nie wspomni? Jak dla mnie to będzie już trzecia przemiana tego akurat kawałka mojego maturalnego miasta do którego mam dalej wielki sentyment.
Izydor Węcławowicz

[Verum].... nuli enim nisi audiituro dicendum est.
Lucii Annaei Senecae
Prawdę....należy mówić tylko temu, kto chce jej słuchać. L. A. Seneka
User avatar
Stachu
Posts: 506
Joined: 14 Dec 2010, 11:26

Re: Przebudowa pawilonu Wyszyńskiego 34

Post by Stachu »

darba76 wrote:Przypomnę tylko, że między sklepem AGD a biblioteką publiczną w budynku po roku 1989, mieścił się pierwszy dom towarowy z prawdziwego zdarzenia tzw. DH Baron, przeniesiony z ulicy Bohaterów Warszawy ze sklepu w którym teraz jest apteka. Pamiętam jak kupowałem w nim kasety magnetofonowe dr Albana. Pięknę czasy :)
Dla mnie jako , pamiętającego to miejsce jeszcze z lat 50-tych ubiegłego wieku , miejsce to kojarzy się z cudownym zapachem świeżego chleba, chrupiących bułek ze , znajdującej się tam w starej zabudowie , piekarni pana Bizio. "Dziś takiego chleba już nie ma" , chciałoby się sparafrazować słowa znanej piosenki o "o prawdziwych"cyganach . Potem , idąc w kierunku browaru , było wejście na targowisko , gdzie po obu stronach stały lady z wszelkim dobrem , w głębi targowiska znajdowały się drewniane budy , a w nich odzież , obuwie itp. , a na samym końcu trwała sprzedaż "z furmanek" i "z ziemii". Targ odbywał się zawsze we wtorek i piątek. Ot takie to moje dalekie wspomnienia , związane z tym miejscem i targowiskiem.
Przed poddaniem się operacji chirurgicznej zatroszcz się o bieżące sprawy.Możesz przeżyć.
Ambrose Bierce
andrzejs
Posts: 111
Joined: 05 Nov 2009, 12:26

Re: Przebudowa pawilonu Wyszyńskiego 34

Post by andrzejs »

Na samym końcu (targowiska) były jatki.

Sprzedaż nie tylko z ziemi, bo stały tam w kilku rzędach drewniane lady.Nie jestem teź pewien, czy ktokolwiek uzywał określenia "targowisko". Owszem, wtorek i piątek to były dni targowe ale kupowało się "na rynku".
andrzejs
Posts: 111
Joined: 05 Nov 2009, 12:26

Re: Przebudowa pawilonu Wyszyńskiego 34

Post by andrzejs »

Idąc dalej w tę samą stronę, jeszcze przed browarem stał tam niewielki dom w którym mieścił się "jakiś sklepik" (nijak nie mogę sobie przypomnieć co tam sprzedawano - może warzywniak?) oraz coraz rzadziej otwierana masarnia. Była to chyba jedyna (?) w mieście prywatna, o surowiec było trudno, kontrole nie dawały spokoju. Zniknęło to wszystko i mało chyba kto pamięta.
User avatar
Stachu
Posts: 506
Joined: 14 Dec 2010, 11:26

Re: Przebudowa pawilonu Wyszyńskiego 34

Post by Stachu »

andrzejs wrote:Idąc dalej w tę samą stronę, jeszcze przed browarem stał tam niewielki dom w którym mieścił się "jakiś sklepik" (nijak nie mogę sobie przypomnieć co tam sprzedawano - może warzywniak?) .
Andrzejs , pozdrawiam :D . Na 100% był tam warzywniak . Poza tym faktycznie , nigdy nie mówiło się o "targowisku" , tylko tak jak piszesz szło się na "rynek" . Pamiętasz jeszcze te ruiny w miejscu gdzie potem wybudowano ,stojący obecnie blok (vis a vis) przebudowywanego pawilonu ? W tamtym okresie znajdowały się tam dwa ekskluzywne skłepy , a mianowicie "Delikatesy" , gdzie oferowano kawy "Orient" i "Select" , wina "Lacrima" i "Mistella" , oraz trunki mocniejsze czyli "Baltic vodka" , lub czysta z czerwoną kartką zwana "karbidówą", a na zagrychę , kiełbasę zwyczajną po 44 zł za kilogram , o "moskalikach" też pamiętam. Drugim ekskluzywnym sklepem był "Galluks" lub "Galux", gdzie oferowano garnitury , sukienki , a nawet jak można powiedzieć bardziej "po pańsku" , "damskie kreacje".
Przed poddaniem się operacji chirurgicznej zatroszcz się o bieżące sprawy.Możesz przeżyć.
Ambrose Bierce
User avatar
Stachu
Posts: 506
Joined: 14 Dec 2010, 11:26

Re: Przebudowa pawilonu Wyszyńskiego 34

Post by Stachu »

andrzejs wrote:Na samym końcu (targowiska) były jatki. .
A w "jatkach" kupowano "chabaninę" , jak mawiano o sprzedawanym w nich mięsie . Sprzedawca , najczęściej w zakrwawionym ,brudnym , białym (piszę tak dla jaj) fartuchu z toporkiem w ręku i "ciach" , "ciach" , "chabaninę" i w szary papier pakunkowy i do siatki sznurkowej .Ech "to se ne wrati" , jak mawiają bracia Czesi.
Przed poddaniem się operacji chirurgicznej zatroszcz się o bieżące sprawy.Możesz przeżyć.
Ambrose Bierce
User avatar
bronx
Site Admin
Posts: 5471
Joined: 25 Feb 2005, 10:18
Location: Nstn in Pomm.
Contact:

Re: Rynek na pl. Winnicznym.

Post by bronx »

Kilka zdjęć z naszej galerii, z pl. Winnicznego, obrazujących klimat tego miejsca.
023.jpg
023.jpg (116.86 KiB) Viewed 13094 times
056.jpg
056.jpg (129.76 KiB) Viewed 13106 times
057.jpg
057.jpg (120.95 KiB) Viewed 13085 times
User avatar
Stachu
Posts: 506
Joined: 14 Dec 2010, 11:26

Re: Rynek na pl. Winnicznym.

Post by Stachu »

izywec wrote:A o targowisku i Placu Winnicznym oraz Browarze to już nikt nie wspomni? Jak dla mnie to będzie już trzecia przemiana tego akurat kawałka mojego maturalnego miasta do którego mam dalej wielki sentyment.
Browar-wejście przez portiernię ,w miejscu gdzie obecnie jest parking "Netto" ,obok portierni brama (po lewej od ulicy , patrząc ) , po prawej rozdzielnia elektryczna , za portiernią dziedziniec na środku , którego znajdowała się dyrekcja oraz zarząd (niewielki parterowy budynek).Wokół dyrekcji rozmieszczone "po kwadracie" budynki produkcyjne , po lewej stronie wysoki budynek w którym znajdowały się :magazyn jęczmienia zwany "wialnią" , kotłownia , w której królował pan Ż., a dalej warzelnia (pracowała tam m.in. moja mama ), pod kierownictwem pani S. W podziemiach "warzelni" znajdowała się leżakownia , dalej "rozlewnia" zwana też "beczkownią" i butelkownia . A na końcu ekspedycja , gdzie królowali pan K. i pan W. Piwowarem był pan D. absolwent tyskiego Technikum Przemysłu Browarniczego . Po przeciwnej stronie "wialni" znajdowały się garaże i warsztaty , gdzie byli zatrudnieni ślusarze , a najważniejszym z nich był pan O. Liznąłem trochę pracy w browarze , ponieważ w czasie wakacji 1967 i 1968 pracowałem tam jako tokarz , ślusarz , konserwator i licho wie co jeszcze , po prostu robiło się wszystko , jak to się mówiło "strzygłem , goliłem , wiązałem krawaty ,wynosiłem dym we wiadrach i rwałem zęby".Pamiętam do dziś , jak uleciał wał z pompy , przywieziono stal i trzy dni go toczyłem , rowek wpustowy , jako że nie było frezarki wykonałem tzw "sposobem" na tokarce. Dostałem wówczas ekstra premię od gł. mechanika. Dawniej w browarze oprócz piwa produkowano oranżadę , pamiętam jej "niebiański smak" i piękny amarantowy kolorek . Oranżadę rozlewano "na butelkowni" , tej samej gdzie rozlewano piwo , pamiętam zatrudnione tam panie , w długich gumowych ,białych fartuchach i białych chusteczkach na głowach.Nalewanie do butelek odbywało się na specjalnej linii , a etykiety naklejano ręcznie , załadunek do skrzynek też ręczny po 25 sztuk . Naprawą beczek zajmowali się bednarze (ich warsztat był bodaj obok kotłowni).Pracownicy browaru mogli odkupić beczki z browaru po 2 zł sztuka . W tamtych czasach posiadanie takiej beczki w domu było niezbędne , ponieważ kisiło się kapustę i ogórki (mało kto dziś to robi , ech gdzie te czasy?).Działało też laboratorium (po lewej stronie od portierni,zaraz obok bramy) w osobnym budynku.Między dyrekcją , a wialnią (mam nadzieję , że pamiętam dobrze) znajdowała się studnia głębinowa , a w niej zanurzona pompa , zwana przez wszystkich "nurkiem" .Przegląd "nurka" robiliśmy zawsze w niedzielę , żeby nie wstrzymywać produkcji.Moje skojarzenia browarne - zapach słodu i niska temperatura w leżakowni i bielutka pianka na leżakowanym piwie. Dyrektorem w latach 60-tych był pan P. Przepraszam , że nie podaję pełnych nazwisk , ale nie wiem czy osoby , które pod pierwszymi literami nazwisk się kryją . życzyłyby sobie tego (lub ich rodziny).
Przed poddaniem się operacji chirurgicznej zatroszcz się o bieżące sprawy.Możesz przeżyć.
Ambrose Bierce
User avatar
Stachu
Posts: 506
Joined: 14 Dec 2010, 11:26

Re: Rynek na pl. Winnicznym.

Post by Stachu »

"Pożyczam" zdjęcie od Bronxa , by częściowo zilustrować co wyżej napisałem.Wprawdzie to widok z zewnątrz ,a ja opisywałem browar "od środka", ale zawsze lepszy widok niż słowo.
Attachments
023.jpg
023.jpg (151.92 KiB) Viewed 13121 times
Przed poddaniem się operacji chirurgicznej zatroszcz się o bieżące sprawy.Możesz przeżyć.
Ambrose Bierce
User avatar
bronx
Site Admin
Posts: 5471
Joined: 25 Feb 2005, 10:18
Location: Nstn in Pomm.
Contact:

Re: Rynek na pl. Winnicznym.

Post by bronx »

Piszesz, że był magazyn jęczmienia, czy to znaczy, że w browarze też była słodownia? Czy to był magazyn słodu jęczmiennego?

Co do nazwisk to pomijając szeregowych pracowników, to nazwisko dyrektora czy browarnika (dwóch najważniejszych osób w browarze) wypadało by chyba wręcz podać w pełni.

Zastanawiam się czy browarnik żyje, może była by możliwość dotarcia do niego, namówienia na jakiś wywiad.

Dzięki za te wspomnienia, bardzo ciekawe!
User avatar
Stachu
Posts: 506
Joined: 14 Dec 2010, 11:26

Re: Rynek na pl. Winnicznym.

Post by Stachu »

bronx wrote:Piszesz, że był magazyn jęczmienia, czy to znaczy, że w browarze też była słodownia? Czy to był magazyn słodu jęczmiennego?

Co do nazwisk to pomijając szeregowych pracowników, to nazwisko dyrektora czy browarnika (dwóch najważniejszych osób w browarze) wypadało by chyba wręcz podać w pełni.

Zastanawiam się czy browarnik żyje, może była by możliwość dotarcia do niego, namówienia na jakiś wywiad.

Dzięki za te wspomnienia, bardzo ciekawe!
Dyrektorem był pan Przelicki lub (Pszelicki), a piwowarem pan Dobka. Wiem , że nie żyje pan Dobka , a losów pana Prz(sz)elickiego nie znam. Z tego co wiem pan Dobka jest pochowany w Tychach , skąd prawdopodobnie pochodził (mówiła mi o tym moja mama).
Jęczmień z wialni trafiał na warzelnię , a słód jęczmienny jako produkt uboczny procesu wytwarzania piwa , był kupowany przez okolicznych rolników i wykorzystywany jako pasza.Słód jęczmienny sprzedawano prosto "z kotła" , był jeszcze parujący , pachnący chlebem i ociekający warem piwnym. Droga przewozu słodu przez rolników, była wyraźnie zaznaczona mokrym śladem.Jeszcze przy okazji napomknę , że piwo i oranżadę rozwożono traktorem Ursus z przyczepą , lub na dalsze trasy ciężarowym "Lublinem". Jeszcze jedno skojarzenie "warzelnia"-błyszczący , miedziany kocioł warzelny ,z okienkiem rewizyjnym i mieszadłem w środku , wejście metalowymi schodkami do wykafelkowanego pomieszczenia , ale najpierw trzeba było szybko przebiec przez przedsionek , gdzie znajdował się "niesamowicie" , ryczący wentylator (odciąg z leżakowni) , gdy byłem dzieckiem . bardzo się go bałem. W warzelni cisza ,mały stoliczek i krzesełko dla pań warzelanych , praca na 3 zmiany. Okna z warzelni wychodziły na "rynek".
Przed poddaniem się operacji chirurgicznej zatroszcz się o bieżące sprawy.Możesz przeżyć.
Ambrose Bierce
User avatar
bronx
Site Admin
Posts: 5471
Joined: 25 Feb 2005, 10:18
Location: Nstn in Pomm.
Contact:

Re: Rynek na pl. Winnicznym.

Post by bronx »

Okay, tylko jeżeli chodzi o proces warzenia; słód nie jest produktem ubocznym a jest podstawowym surowcem[!], i dlatego ciekawi mnie czy jęczmień przychodził do browaru jako zboże i był na miejscu słodowany, czy przychodził już gotowy surowiec. To co odbierali rolnicy to były wygotowane w brzeczce wytłoczyny słodowe, całe dobro zostawało w płynie, w którym później dzięki drożdżom okazywał się najpiękniejszy cud natury, cukry ze słodu zamieniały się w alkohol.

PS. Mało zdjęć jakoś jest z browaru, ciekawe czy coś się w archiwum zachowało, kiedyś była tradycja, że każdy większy zakład państwowy w szczególności prowadzić coś na wzór kroniki, notując ważne wydarzenia, fotki itp.
User avatar
Stachu
Posts: 506
Joined: 14 Dec 2010, 11:26

Re: Rynek na pl. Winnicznym.

Post by Stachu »

bronx wrote:Okay, tylko jeżeli chodzi o proces warzenia; słód nie jest produktem ubocznym a jest podstawowym surowcem[!], i dlatego ciekawi mnie czy jęczmień przychodził do browaru jako zboże i był na miejscu słodowany, czy przychodził już gotowy surowiec. To co odbierali rolnicy to były wygotowane w brzeczce wytłoczyny słodowe, całe dobro zostawało w płynie, w którym później dzięki drożdżom okazywał się najpiękniejszy cud natury, cukry ze słodu zamieniały się w alkohol.

Jęczmień do browaru przywożono w workach , pisząc o produkcie ubocznym miałem na myśli tzw "słodziny"(taka nazwa funkcjonowała wśród pracowników browaru),czyli jak to nazywasz "wytłoczyny słodowe".Przyznaję wyraziłem się niezbyt precyzyjnie . Byłem na wialni , tylko raz , przy okazji jakiejś awarii i wówczas pierwszy i ostatni raz widziałem ten dział browaru , skojarzenia - poprzegryzane przez myszy worki , kurz i gęste sita stalowe , jako zabezpieczenie przed przedostawaniem się mysz dalej , niż za worek jutowy.Po wysypaniu jęczmienia z worka do zsypu zabezpieczonego sitem , myszki uciekały stamtąd w popłochu do następnych worków napełnionych jęczmieniem.Co do zdjęć , miałem ich kilka , ale robionych w środku m.in. "na butelkowni", ale niestety po kilku przeprowadzkach nie potrafię ustalić "gdzie one zacz są".
Przed poddaniem się operacji chirurgicznej zatroszcz się o bieżące sprawy.Możesz przeżyć.
Ambrose Bierce
andrzejs
Posts: 111
Joined: 05 Nov 2009, 12:26

Re: Rynek na pl. Winnicznym.

Post by andrzejs »

Stachu pyta, czy pamiętam ruinę na miejscu której postawiono blok mieszkalny z "Delikatesami" i "Galluxem" na parterze. Pamiętam jedynie szyld z napisem "Gremplarnia i Olejarnia" ale ten wisiał nieco głębiej, na kolejnym chyba budynku w stronę kościoła.

Pamiętam natomiast ten na przeciw bramy browaru. Był najmniej piętrowy, od Żukowej oddzielony niewielkim ogródkiem i płotem. Znajdował się tam salon fryzjerski damsko-męski a przez okno w części damskiej widać czasem było panie siedzące pod suszarkami. Stachu w dzieciństwie bał się wentylatora w browarze, ja zaś za skarby świata nie chciałem iść do tego fryzjera, bo "tam wkładali garnek na głowę".

Tuż za bramą targowiska po obu stronach znajdowały się budki. Po lewej takie z typowym jarmarcznym towarem (piłeczki na gumce wypełnione trocinami i oklejone kolorowym celofanem, koguciki z blachy i takież korkowce) a po prawej najpierw obwarzanki a potem dwie budki z czapkami. Jedną z nich prowadził pan Butkiewicz. którego warsztat mieścił się na 9-go Maja, tuż przy Niezdobnej.

Przez rynek chodziłem często na skróty z domu do miasta po zakupy...
User avatar
Stachu
Posts: 506
Joined: 14 Dec 2010, 11:26

Re: Rynek na pl. Winnicznym.

Post by Stachu »

andrzejs wrote:Stachu pyta, czy pamiętam ruinę na miejscu której postawiono blok mieszkalny z "Delikatesami" i "Galluxem" na parterze. Pamiętam jedynie szyld z napisem "Gremplarnia i Olejarnia" ale ten wisiał nieco głębiej, na kolejnym chyba budynku w stronę kościoła.

Pamiętam natomiast ten na przeciw bramy browaru. Był najmniej piętrowy, od Żukowej oddzielony niewielkim ogródkiem i płotem. Znajdował się tam salon fryzjerski damsko-męski a przez okno w części damskiej widać czasem było panie siedzące pod suszarkami. Stachu w dzieciństwie bał się wentylatora w browarze, ja zaś za skarby świata nie chciałem iść do tego fryzjera, bo "tam wkładali garnek na głowę".

Tuż za bramą targowiska po obu stronach znajdowały się budki. Po lewej takie z typowym jarmarcznym towarem (piłeczki na gumce wypełnione trocinami i oklejone kolorowym celofanem, koguciki z blachy i takież korkowce) a po prawej najpierw obwarzanki a potem dwie budki z czapkami. Jedną z nich prowadził pan Butkiewicz. którego warsztat mieścił się na 9-go Maja, turz przy Niezdobnej.

Przez rynek chodziłem często na skróty z domu do miasta po zakupy...
Fryzjer znajdował się w parterowym budynku stojącym lekko w głębi w stosunku do reszty budynków sąsiednich(był usytuowany mniej więcej gdzie są obecnie delikatesy, sąsiadował nie bezpośrednio -/była przerwa/ ze sklepem papierniczym) , chodziłem tam się strzyc , tam też kiedyś po przegraniu zakladu z moim sedecznym kolegą Jankiem K. musiałem ostrzyc się "na pałę".Dziś takie strzyżenie , co ja mówię strzyżenie , golenie glowy "na wysoki połysk" to normalka , ale wtedy przez kilka dni byłem pogrążony w nieutulonym wstydzie.Z drugiej strony pierwsze ostrzyżenie głowy na "pałę" , pozwoliło mi lżej znieść podobną ceremonię w dniu 23.04.1970. w Czarnem w JW 4150, gdzie też mnie kompletnie pozbawiono owłosienia , na szczęście tylko na głowie ,reszty nie ruszano (mam na myśli oczywiście włosy "pod pachami"). Co do przejścia przez rynek , to była najkrótsza droga dla mieszkańców ze Slowiańskiej , do kościoła i do centrum miasta i też często tamtędy chodziłem.
Przed poddaniem się operacji chirurgicznej zatroszcz się o bieżące sprawy.Możesz przeżyć.
Ambrose Bierce
Post Reply